Choć minęły już lata i nie pamiętam szczegółów to jednak nadal wyraźnie pamiętam to wrażenie. Było święto mojego urodzenia kiedy zwrócili się do mnie z prośbą. Przynieśli mi księgę, którą, jak twierdzili, tylko ja mogę pojąć i tylko ja mogę z niej skorzystać. Nie wiem czy to prawda, czy też mógłby ją użyć ktokolwiek ale trafiła ona właśnie do mnie. Księga opisująca wspaniały świat, świat zagrożony chaosem, świat w którym ludzie, elfy i krasnoludy dzięlnie walczą o przetrwanie. Księga opisywała ich życie, krainy, które zamieszkiwali, twierdze, które wznieśli. Opisani byli bogowie i ich kapłani, bohaterowie zamierzchłych czasów. W dalszej części tekst traktował o samej esencji istnienia, o magii, jej naturze i pochodzeniu. Długie miesiące zajęło mi studiowanie księgi, dokładne czytanie strony po stronie. Przyszli właśnie do mnie może dla tego, że już widziałem podobną księgę, kiedyś, w zamierzchłych czasach. Czytałem już fragmenty tej wiedzy i może uznali, że skoro wtedy rozumiałem co czytam może i teraz pojmę całą tą wiedzę, okiełznam ją i o niej opowiem. Lecz ta księga była inna niż cokolwiek wcześniej, była kompletna, zawierała klucz do nieskończonej władzy nad światem, pozwalała kontrolować losy jego mieszkańców. Kiedy przeczytałem tą księgę wiedziałem już wszystko.
***
W następne święto moich narodzin znowu przyszli do mnie. Tym razem przynieśli mi manuskrypty opisujące losy dawno zapomnianych bohaterów. Wręczyli mi te manuskrypty i poprosili abym zaczął opowieść. Zgodziłem się. Wziąłem od nich zwoje. Po przeczytaniu Księgi zwoje nie stanowiły już dla mnie problemu. Kiedy nadeszła odpowiednia noc, zaprosiłem ich do siebie. Zapaliłem świece żeby dobrze widzieć tekst, nalałem piwa do dzbanu aby mi nie zaschło w gardle i zacząłem opowieść…
Mistrz
